OJCIEC FRANCISZEK LIBERMANN I JEGO DZIEŁO DLA EWANGELIZACJI CZARNEJ AFRYKI

Konferencja w rocznicę śmierci 2 lutego 2017

 

I rzekł do nich: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu (Mk 16,15)

Rok liturgiczny i duszpasterski 2017 przeżywamy pod hasłem „Idźcie i głoście”. Tegoroczny program zwraca uwagę przede wszystkim na wezwanie do ewangelizacji. Dlatego pragnę skupić się na życiu ojca Franciszka Libermanna w kontekście tego hasła.

 

ojciec Franciszek Libermann

Jakub Libermann urodził się 12 kwietnia1802 r. w Saverne. Ojciec Lazard będąc rabinem gminy żydowskiej w Saverne, przygotowywał syna Jakuba na swojego następcę. Wysłał go do Wyższej Szkoły Talmudycznej w Metzu, aby ukończył studia hebrajskie i uzyskał dyplom rabina. Tam Jakub przeżył pierwszy kryzys duchowy. Następnie wyjechał do Paryża i zdecydował się ostatecznie przejść na katolicyzm. W wigilię Narodzenia Pańskiego 1826 r. przyjął chrzest, obierając imiona: Franciszek, Maria, Paweł. Po krótkim pobycie w kolegium Stanisława Leszczyńskiego Franciszek wstąpił do Seminarium św. Sulpicjusza w Paryżu. W połowie marca 1829 r., w przeddzień święceń subdiakonatu, doznał ataku epilepsji. Na skutek tego możliwość święceń kapłańskich została oddalona. W sierpniu 1837 r. udał się do Rennes, by objąć funkcję mistrza nowicjuszy w zgromadzeniu eudystów. Święcenia kapłańskie otrzymał w 1841 r. w Amiens. Tydzień później u stóp Matki Bożej Zwycięskiej w Paryżu założył Stowarzyszenie poświęcone Sercu Maryi dla ewangelizacji „Czarnych”. W 1848 r. rodzina zakonna o. Franciszka połączyła się ze współbraćmi Zgromadzenia Ducha Świętego, założonego w 1703 r. przez o. Klaudiusza Franciszka Poullarta des Places. Od tego czasu dwie połączone wspólnoty znane są jako Zgromadzenie Ducha Świętego pod opieką Niepokalanego Serca Maryi. O. Libermann zmarł 2 lutego 1852 r. Papież św. Pius X w 1910 r. ogłosił dekret o heroiczności cnót sługi Bożego. Aktualnie trwa jego proces beatyfikacyjny. Uważany jest on też za jednego z największych mistyków XIX wieku oraz za wybitnego pisarza chrześcijańskiego tego stulecia. Wywarł głęboki wpływ na kształtowanie się duchowości XIX wieku.

Krótko przed śmiercią Franciszek Libermann odpowiadając na prośbę swych współbraci o przekazanie im ostatniego posłania, rzekł po prostu: „BÓG JEST WSZYSTKIM – CZŁOWIEK NICZYM.” Te krótkie słowa ujmują całe jego posłannictwo, ale także dają klucz do jego życia i osiągnięć. To łaska przekształciła go i jego działanie, stopniowo podniosła do nadludzkiego poziomu. Gdyby nie jego gorliwa modlitwa zapewne musiałby załamać się, zanim koniec zostałby osiągnięty. Rozmiar jego przedsięwzięć był nieznany nawet dla tych, którzy z nim żyli.

Od samego początku Bóg dał mu wspaniałe powołanie. Pod koniec pierwszego roku działalności założonej przez niego wspólnoty, dwudziestu jego wychowanków poświęciło się Bogu, a dwóch wyjechało na misje. Pierwszym był błogosławiony o. Jakub Laval - apostoł na wyspie Mauritius na Oceanie Indyjskim. Warto dodać, że św. Jan Paweł II wynosząc go na ołtarze w 1979 r. nazwał go: „Patronem swego pontyfikatu”. Jest on także patronem naszego misyjnego Wyższego Seminarium Duchownego. Drugim misjonarzem, który opuścił Europę, był o. Fryderyk Le Vavasseur, jeden z współzałożycieli wspólnoty o. Libermanna.

O. Libermann na swej drodze spotykał wiele osób, dzięki którym realizował misyjne plany. Jedną z nich był irlandzko-amerykański biskup Barron, który zatrzymawszy się w kościele Matki Bożej Zwycięskiej w Paryżu, prosił Maryję o misjonarzy dla swego nowego wikariatu apostolskiego, obejmującego większą część Afryki Zachodniej z centralą w Gwinei Francuskiej. Dzień wcześniej o. Franciszek Libermann modlił się w tej samej świątyni, prosząc o tereny dla misyjnej pracy swych współbraci. Na skutek sugestii sławnego księdza Desgenettes, proboszcza tejże parafii i jednocześnie Założyciela Arcybractwa Matki Boskiej Zwycięskiej, osiągnięto porozumienie między biskupem Barronem a o. Libermannem i wkrótce potem, po przygotowaniu, siedmiu misjonarzy wyjechało do Afryki.

Dziewięć miesięcy później o. Franciszek otrzymał smutną wiadomość, że pięciu jego współbraci zmarło, a jednego uznano za zaginionego. O. Libermann przeczuwał, że początki na nowym, nieznanym zbyt dobrze kontynencie będą bardzo trudne, zrobił jednak wszystko, co było w ludzkiej mocy, aby uniknąć strat. Współzałożyciel, uważny na natchnienia Bożego Ducha zdecydował, pomimo różnych trudności, przyspieszyć jeszcze działania zmierzające do nawrócenia czarnej Afryki. „Nie zaniecham nigdy zamiaru przyjścia z pomocą tym milionom dusz tak bardzo opuszczonych – pisał – nawet gdyby moje obecne nadzieje spełzły na niczym.” Jego odwaga nie osłabła też później, po śmierci o. Eugeniusza Tisserant, która nastąpiła w drodze do Afryki i Truffet, pierwszego biskupa Zgromadzenia, który zmarł na misjach dziesięć miesięcy po otrzymaniu sakry biskupiej. Tylko człowiek o niezwykłej osobowości mógł przetrwać takie próby.

W następnych latach szybko wzrastała liczba dobrze przygotowanych misjonarzy. W pięć lat od założenia wspólnoty było już sześćdziesięciu pięciu misjonarzy i wiele nowych placówek rozsianych w różnych częściach świata. Dwaj następni biskupi zostali konsekrowani i podjęli pracę w Afryce. O. Libermann zgodził się na przyjęcie misji w Australii, ale na skutek zaistniałych trudności musiał odstąpić od tego projektu. Proszono go także, by dostarczył misjonarzy na wyspę wikariatu apostolskiego na Gujanie i spieszył się, by sprostać temu projektowi.

O. Libermann pracował bardzo dużo, jednakże jego energia zdawała się wzrastać wprost proporcjonalnie do ilości stawianych mu zadań. Jego zdolności załatwiania różnych przedsięwzięć docenili przedstawiciele władzy kościelnej, ministrowie francuscy i wielu innych. Jego metody misyjne do dziś są aktualne. Na potwierdzenie tego warto zaznaczyć, że część encykliki św. Jana Pawła II Redemptoris Missio bazuje na przemyśleniach o. Franciszka.

Za czasów o. Libermanna Afryka, zwłaszcza Czarna, była dla Europejczyków mało znana. O. Franciszek musiał zajmować się licznymi nieznanymi kwestiami: przygotowywał długie memoriały o społecznych, politycznych i ekonomicznych warunkach czarnej Afryki. Ogromnym przedsięwzięciem było ustanowienie przez niego wikariatów apostolskich na terytorium Afryki. Zorganizowanie choćby dalekiej podróży wymagało tygodni ciężkiej pracy. Wydaje się, że nic nie uszło uwadze o. Libermanna. Jego poglądy dotyczące miejscowego duchowieństwa, tak samo jak jego plany kształcenia mieszkańców Czarnego Lądu, są kolejnym przykładem jego trafnego spojrzenia na problemy misji. W tym celu zabiegał o założenie szkół w Afryce i we Francji dla przybywających tam Afrykańczyków i ustanowienie ośrodków szkolenia technicznego i rzemiosła. Należało też stawić czoło trudnym problemom powstałym w wyniku wyswobadzania niewolników. Należy też wspomnieć o jednym z ostatnich przedsięwzięć ze względu na jego dalekosiężne skutki. O. Libermannowi udało się założyć diecezje w trzech koloniach francuskich: na Martynice, Gwadelupie i wyspie La Réunion.

W memoriałach oprócz praktycznych planów dla duchowieństwa miejscowego i oświaty, znajdujemy rady odnoszące się do katechetów, współpracy misjonarzy zarówno na terenach misyjnych oraz z krajami europejskimi. O. Libermann bardzo mocno zabiegał o poczucie ducha wspólnotowego. Są to podstawy, na których również obecnie opiera się praca misjonarska. Niektóre z jego planów upadły, gdyż były zbyt śmiałe. Po siedmiu latach pracy Założyciel miał trzy ważne ośrodki formacyjne we Francji, a misjonarze, których przygotował zebrali liczne owoce swej pracy, szczególnie w Afryce. Gorliwość o. Libermanna wciąż rosła i rozciągnęła się poza jego własne Zgromadzenie. Założył on w Paryżu stowarzyszenie dla kapłanów diecezjalnych, by dopomóc im we wzrastaniu w świętości. Mocno ubolewał nad traktowaniem robotników przez pracodawców; martwił się również o ich potrzeby duchowe. Dzięki staraniom o. Franciszka powstała grupa osób, która czuwała nad robotnikami żyjącymi w pobliżu. Przychodzili raz w tygodniu i otrzymywali nauczanie religijne i wszelkiego rodzaju pomoc materialną. Oprócz tego zaprosił do współpracy osoby, które regularnie wychodziły naprzeciw różnym potrzebom żołnierzy, zwłaszcza w sferze duchowej.

Istotną częścią jego zaangażowania była pomoc osobom, które się go radziły, szczególnie założyciele zakonów pracujących w tym czasie we Francji. Z dwiema z nich, panią Villeneuve, Założycielką Niebieskich Sióstr z Castres i Matką Javouhey, Założycielką Sióstr św. Józefa z Clugny, prowadził obszerną korespondencję z powodu podobnych zainteresowań misyjnych. Zajmował się licznymi innymi osobami, które przychodziły po wskazówki i duchową pociechę. Nie odmawiał swojej pomocy także prezbiterom zawieszonym w czynnościach kapłańskich, jak również tym, którzy odstąpili od wiary.

Opracował dla swoich misjonarzy program dostosowany do ich typu pracy. Utrzymywał też bardzo szczegółową korespondencję ze współbraćmi, co pozwoliło mu dobrze zapoznać się z problemami misji i kierować Zgromadzeniem. Ogrom zadań nie pozwolił rozprzestrzenić swego Zgromadzenia w Europie, w celu przygotowania jeszcze większej liczby misjonarzy.

Jego ciężka praca doprowadziła go niestety do poważnej choroby. W ciągu ostatnich dwu lat ledwo mógł utrzymać pióro w ręce i pisać, tak silne były jego bóle głowy. Dyktował swoje listy w dalszym ciągu i przykładał się do swojej korespondencji, dopóki nie opadł zupełnie z sił.

O. Franciszek Libermann stał się „wielkim” misjonarzem, chociaż nie było mu dane, mimo jego gorącego pragnienia, wyjechać do Afryki, aby ewangelizować i dzielić życie ze swymi współbraćmi. Nigdy nie zatrzymywał się i nie użalał się nad sobą. Nie zaprzestawał też wysiłku, tylko ,,szedł i głosił”. Także i my, podobnie, idźmy i głośmy Ewangelię. Nie musimy przecież wyjeżdżać, by to robić. Wspaniałym przykładem jest dla nas o. Libermann; głośmy Dobrą Nowinę, tak jak on, przede wszystkim naszymi czynami- pomagając ludziom najbardziej potrzebującym, którzy są być może w dalekim kraju lub wokół nas. Może jest to sąsiadka z piętra, współbrat zza ściany, czy czasem może bezdomny, który jest głodny i prosi, żeby mu coś kupić do jedzenia. Są to proste czynności, a jakże ciężko niekiedy nam podać rękę, by pomóc. Pamiętajmy przede wszystkim o modlitwie, bo i nasz Współzałożyciel, a zarazem Odnowiciel Zgromadzenia o. Franciszek Libermann, nic by nie osiągnął bez pomocy Boga.

Brat Mikołaj Kurek CSSp