Seminarium Duchacze

       Na cztery dni przed rocznicą beatyfikacji Jakuba Lavala, która miała miejsce 29 kwietnia 1979 roku w Rzymie, podczas wieczornej Mszy Świętej miało miejsce wprowadzenie relikwii drugiego stopnia Patrona Seminarium.  Ojciec Laval był pierwszym beatyfikowanym przez Ojca Świętego Jana Pawła II. Papież nazwał o. Jakuba Lavala Patronem swojego pontyfikatu.        

 

      

ŚLADAMI EWANGELIZATORA BŁ. O. JAKUBA LAVALA

 

            Minęło 151 lat od śmierci bł. ojca Jakuba Lavala CSSp, misjonarza wyspy Mauritius. Jan Paweł II wynosząc na ołtarze o. Lavala zaznaczył, że jest on wzorem na dziś dla wszystkich, którzy angażują się w dzieło ewangelizacji. Droga każdego jest inna i nie jest możliwe, aby kogoś wiernie naśladować. Możemy natomiast niejako podglądać świętego, wchodzić w jego rozumowanie, szukać rozwiązań na jego sposób.

            Tym, co uderza najbardziej w życiu o. Lavala, to głęboka więź z Bogiem. Ta niezwykła przyjaźń była okupiona potężnym wysiłkiem. Po swoim nawróceniu każdego dnia mocniej wchodził w obecność Stwórcy. O. Laval dotarł na wsypę Mauritius 14 września, w święto Podwyższenia Krzyża. Pierwsze kroki o. Jakub skierował do kościoła; ukląkł i zaczął się modlić, oddając Bogu nowe dzieło. O. Laval kilka godzin dziennie adorował Najświętszy Sakrament; zaznaczając, że te momenty są dla niego najlepszym odpoczynkiem. Na tłumaczenie się zmęczeniem i dlatego nie warto iść do kaplicy o. Laval odpowiada: „Mam nadzieję, że sen nie jest czymś niewłaściwym w oczach Pana; pan pozwala spokojnie zasnąć swemu psu u jego nóg”. Ktoś napisał o o. Lavalu: „Umarły był dla świata i dlatego świat leżał u jego stóp”.

           Laval, który tyle godzin „przesiedział” na modlitwie pozostawił po sobie mnóstwo wspaniałych dzieł. Miłość chce się dzielić, ona wychodzi; nie chcieli o. Lavala wpuścić drzwiami, to wchodził przez okno. Szukał sposobów, jak pokonywać uprzedzenia. Kiedy na jednym ze spotkań prawie nikt się nie pojawił następnym razem o. Jakub zabrał ze sobą znaczną ilość ryżu, kilka ryb, odpowiednią ilość jarzyn, z załatwieniem kotła nie było w wiosce większego problemu, i na placu zaczął przyrządzać posiłek. Nie trzeba było długo czekać; jedni przychodzili z ciekawości, a większość przynaglał do przybliżenia się pusty brzuch i mocny zapach dobrej strawy. Zadziałała zasada: „Przez żołądek do serca”.

          Taktykę czy też strategię ewangelizacyjną o. Laval buduje się w oparciu o doświadczenia. Daleko od rodzinnych stron, inny kraj, inne zwyczaje; prawie wszystkiego na wyspie Mauritius trzeba było uczyć się od początku. O. Jakub Laval najpierw uważnie się przyglądał, słuchał, poznawał potrzeby ludzi i podejmował konkretne działania. Gdzie tylko możliwe, upodabniał się do tych ludzi. Nauczył się gwary neofitów. Kiedy zobaczył podczas niedzielnej Mszy Świętej czarnych mieszkańców wyspy z tyłu kościoła za barierką, której nie wolno im było przekraczać, wprowadził dodatkową Eucharystię w południe, dla Czarnych, w tym samym czasie, gdy biali urządzali sobie sjestę. Dla o. Lvala był to dodatkowy wysiłek, ale wiele zyskał tą jedną decyzją.

        Ile chrześcijanin, choćby najgorliwszy, zrobi sam na polu Pana?  O. Jakub Laval okazał się mistrzem w zdobywaniu współpracowników. Byli to głównie katecheci, tzw. „doradcy i doradczynie”, wielu „strażników” świątyń. Umiał wykorzystać umiejętnie wielką gorliwość nowo nawróconych. O. Laval nikogo nie wykluczał z posługi ewangelizacyjnej. Gdy zaczynał katechizować przyszłych nauczycieli wiary bywało, że na początku nie potrafili oni ani pisać, ani czytać. Był na wyspie niepełnosprawny, który przemieszczał się czołgając na rękach i nogach. O. Jakub dał mu szansę; przygotowywał go i stał się on jednym z aktywniejszych nauczycieli wiary.

           Uczeń Chrystusa według o. Lavala winien odrzucić wszystko to, co może choćby w najmniejszym stopniu spowolnić działalność ewangelizacyjną. „Kościół o. Lavala” tętnił życiem, tak że zainteresowała się tym prasa. O. Jakub nie wychodził jej naprzeciw, był przekonany, że udzielanie wywiadów w jego sytuacji nie przełoży się na dobro dla dzieła misyjnego. Nieustannie powtarzał: „Pozostańmy w cieniu i pracujmy jedynie dla Dobrego Boga”.

         Droga do owocnej współpracy z innymi jest wymagająca. To jest proces polegający na wyjściu ku innym i stawania się ich przyjacielem, aby potem wspólnie głosić Dobrą Nowinę. O. Laval przede wszystkim miał ogromny szacunek do każdego człowieka, zwłaszcza do ubogich. Ludzi, których o. Laval najczęściej spotykał byli mocno poranieni; podchodził do nich z wielką łagodnością. Nie spieszył się, uważnie słuchał, z wielką cierpliwością też nauczał. Nie zrażał się znikomą wiedzą czy skromnymi możliwościami intelektualnymi osób mu powierzonych. Podkreślał, że nauczanie wiąże się z wytrwałością i częstym powtarzaniem treści religijnych; nie ma innej drogi. Niezwykła dobroć serca sprawiała, że mieszkańcy Mauritiusa chętnie nazywali siebie „dziećmi o. Lavala”, a on ich z kolei nazywał „swoimi dziećmi”. „Dzieci Ojca Lavala” mogły do „swojego Ojca” podjeść, poklepać po ramieniu, zapytać praktycznie o wszystko. Codzienność nie szczędziła mu trudów. Mimo tego ludzie zapamiętali go przede wszystkim jako człowieka pogodnego, obdarzonego humorem.

          Ewangelizator, który stawia sobie za przykład Apostoła wyspy, nieustannie musi być gotowy do podjęcia kolejnej bitwy w imieniu Mistrza. Nieraz o. Laval otrzymywał pogróżki. Nie uląkł się; zawsze szedł naprzód. Pojawiały się zarzuty w prasie przeciwko o. Laval. Jego jedyną bronią była pokora i modlitwa. Dzięki pewności siebie, gorliwości, oddania się dziełom o. Laval przemieniał stopniowo te chłodne serca przeciwników. Był on w pełni świadomy działań szatana, który jak wilk drapieżny próbuje niszczyć Boże dzieło, w swoich listach zachęcał szczególnie do tego, by nigdy nie tracić nadziei. Patrząc na to wszystko można by się od razu zniechęcić; bo tylko wysiłek, wyrzeczenie, trud. Błogosławiony o. Jakub wskazał wspaniałą drogę, ale też wspiera nas z góry, by wszelki trud ewangelizacyjny stawał się ostatecznie słodki i lekki. Kto oddany jest dziełu zawsze też będzie doświadczać promyków radości, dotknięć Dobrego Boga – o czym przekonuje nas życie o. Lavala.

          W tych dniach wpatrzeni jesteśmy w Dobrego Pasterza, który jest zatroskany o swoje owce. Ten Pasterz czeka również na odważnych, zwłaszcza młodych ludzi, którzy za przykładem duchackiego misjonarza bł. o. Jakuba Lavala, pójdą w różne strony świata, by głosić Słowo.  

Zdjęcia z Mszy Świętej w galerii na stronie www.duchacze.pl lub pod linkiem.